Miłość ma różne oblicza. Każde wyjątkowe, inne, nieprzewidywalne. To mieszanina słodyczy, słonych łez i gorzkiego zawodu. To fundament ludzkiego szczęścia, spełnienia i poczucia bezpieczeństwa. Nie ma dwóch identycznych miłości i nie chodzi tu tylko o to, że inaczej kocha się rodziców, rodzeństwo i partnera. Sposób kochania i okazywania uczuć nie jest wyuczalny, ani genetycznie uwarunkowany. Nie jest przekazywany z krwią czy mlekiem matki. Inaczej więc będą kochać i patrzeć na świat nawet rodzone siostry, które wyrastały pod jednym dachem. Mimo to ludzie wciąż rozkładają słowo "Miłość" na czynniki pierwsze i poruszając się utartymi schematami układają chronologicznie pożądaną kolej rzeczy składających się na to uczucie. Motyle w brzuchu, ślub, dziecko, wspólna mogiła. A co, jeśli ktoś pominie stan zakochania, albo przeskoczy obrączkę na palcu? Co, jeśli zamiast dzielenia kawałka cmentarnej ziemi para podzieli się domem i miłość zakończy rozwodem? Co, jeśli ktoś zdecyduje się na małżeństwo z rozsądku lub dziecko "z probówki"? Co ludzi skłania do tego, by najważniejsze decyzje podejmować nieszablonowo? Chyba życie, ale to za mało. Tak naprawdę zawsze "PIERWSZA PRZYCHODZI MIŁOŚĆ". Nie ważne czy do rodziny, partnera, pasji, dziecka czy siebie. Ważne, że to ona popycha nas do przodu i mówi by nie patrzeć na to, co powiedzą ludzie z boku. Oni nie słyszą przecież kiedy serce bije nam szybciej.
niedziela, 31 lipca 2016
PIERWSZA PRZYCHODZI MIŁOŚĆ - EMILY GIFFIN.
Miłość ma różne oblicza. Każde wyjątkowe, inne, nieprzewidywalne. To mieszanina słodyczy, słonych łez i gorzkiego zawodu. To fundament ludzkiego szczęścia, spełnienia i poczucia bezpieczeństwa. Nie ma dwóch identycznych miłości i nie chodzi tu tylko o to, że inaczej kocha się rodziców, rodzeństwo i partnera. Sposób kochania i okazywania uczuć nie jest wyuczalny, ani genetycznie uwarunkowany. Nie jest przekazywany z krwią czy mlekiem matki. Inaczej więc będą kochać i patrzeć na świat nawet rodzone siostry, które wyrastały pod jednym dachem. Mimo to ludzie wciąż rozkładają słowo "Miłość" na czynniki pierwsze i poruszając się utartymi schematami układają chronologicznie pożądaną kolej rzeczy składających się na to uczucie. Motyle w brzuchu, ślub, dziecko, wspólna mogiła. A co, jeśli ktoś pominie stan zakochania, albo przeskoczy obrączkę na palcu? Co, jeśli zamiast dzielenia kawałka cmentarnej ziemi para podzieli się domem i miłość zakończy rozwodem? Co, jeśli ktoś zdecyduje się na małżeństwo z rozsądku lub dziecko "z probówki"? Co ludzi skłania do tego, by najważniejsze decyzje podejmować nieszablonowo? Chyba życie, ale to za mało. Tak naprawdę zawsze "PIERWSZA PRZYCHODZI MIŁOŚĆ". Nie ważne czy do rodziny, partnera, pasji, dziecka czy siebie. Ważne, że to ona popycha nas do przodu i mówi by nie patrzeć na to, co powiedzą ludzie z boku. Oni nie słyszą przecież kiedy serce bije nam szybciej.
środa, 13 lipca 2016
LECZENIE POPRZEZ ŻYWIENIE - część V - czyli wchodzimy w 6 miesiąc stosowania.
Najnowsze wieści z placu boju, gdzie pełna miska stoi i już nie sprawia kłopotu. Gdzie psie ciało nie chudnie, ogon merda, mordka się śmieje i zwrotów nie funduje. Oficjalnie powiedzieć można, że wygrałyśmy z nietolerancją i problemem z przyswajaniem. Można powiedzieć, że wróg (i jego rodzina w postaci wymiotów, biegunek, chudnięcia) zostali pokonani. Atak odparłyśmy dobrą karmą, choć może "dobra" to nie jest dobre określenie, bo złą (marketówki i marketówkopodobne) nigdy nie karmiłyśmy. Ba, nigdy z najwyższej półki nie zeszłyśmy, mimo, że do czasu TEJ karmy było tam niezbyt wygodnie. Szczególnie Missi. Maleńka teraz świetnie czuje i z dumą oświadcza, że i innym suniom pomogła polecając TĄ karmę. Tak więc dziś o trzech "dziewczynkach", o karmie i o tym "czym to się je" i dlaczego to takie dobre.
poniedziałek, 13 czerwca 2016
POZYTYWKA - melodia do serca matki, której owoc miłości umierał pod sercem - Agnieszka Lis.
W każdej dziecięcej głowie gra melodia osobistej pozytywki. Ta, której dźwięki określają beztroskę i wielkie marzenia. Marzenia o byciu kimś. O kochaniu i byciu kochanym. O wydaniu na świat miłości. O domu. Ciepłym, pięknym, spokojnym domu. Cichutki, melodyjny podkład słyszalny jest dla ucha nawet wtedy, gdy dziecięcą naiwność uśpi dorosłość wypełniona problemami. Gdy na dawną beztroskę opadnie kurtyna smutku, niepowodzeń i zawodu. I nawet gdy słone łzy będą głośno obijać się o połamaną duszę, to ta melodia będzie grać. Cichutko. Ledwo słyszalnie. Spróbuje zagłuszyć krzyki i trzaskanie drzwiami, jakby chciała powiedzieć, że nie o takim życiu się marzyło. Jakby melodyjnie chciała zapytać czy warto "Rodzić bez miłości, rodzić bez nadziei, cierpieć po to, żeby wydać na świat cierpienie"? Pozytywka sprzed lat będzie grać podczas osobistej walki o szczęście. Zagra nawet wtedy, gdy dziewczyna z małej wsi zapragnie światowego życia by się ukarać.
poniedziałek, 6 czerwca 2016
SZKOŁA ŻON - lekcja erotyzmu. Egzamin z kobiecości - Magdalena Witkiewicz.
Szkoła zawsze niesie w pewnym stopniu kontrowersję. Często uznawana jest za zło konieczne. Za wroga. Jej gmach staje się kością niezgody. I nie chodzi tu nawet o kulejącą podstawę programową. Każdy wie, że sinusów i cosinusów i tak używać nie będziemy, a kiedy z kimś rozmawiamy, to nie analizujemy części zdania. Sporów jest wiele, począwszy od czasu wieku "puszczania" do szkoły, skończywszy na mundurkach. Lekcje z natury są nudne, nauczyciele w większości wydają się pracować za karę i nie mieć zbyt wiele do powiedzenia. Jedynie jakieś wyjątki walczą z systemem. Prywatne, państwowe, elitarne, owiane złą sławą - wszystkie szkoły takie same. Wystawiające na ocenę. Nie uczące zbyt dobrze. A gdyby tak udać się do szkoły, gdzie mundurki zaczynają się na braku bielizny, kąty mierzy się pomiędzy rozwartymi udami, chemia występuje w sypialni, a zamiast poznawania fotosyntezy dosłownie zgłębia się swoją kobiecość? Gdyby tak udać się do miejsca, gdzie wiek nie jest ważny, bo każda data urodzenia obliguje do tego, by poczuć się piękną i spełnioną? Gdyby tak zamiast artykułowania spółgłosek uczyć się technik sztuki oralnej? Gdyby tak w ramach lekcji udać się do spa? Gdyby tak posiąść wiedzę życiową? Jest takie miejsce. "Szkoła żon" właśnie zbiera podania. Papiery można składać do Magdaleny Witkiewicz. Matki dyrektorki. Kobiety.
sobota, 4 czerwca 2016
"MIMO MOICH WIN" - O sile kłamstwa będącym częścią najszczerszej miłości - Tarryn Fisher.
Mówi się, że "w miłości i na wojnie wszystkie chwyty dozwolone". Wyznacznikiem uczucia określa się to, co jesteśmy w stanie dla niego zrobić. Paradoksalnie, gdy dochodzi do walki, to "podążania po trupach do celu" lekko mówiąc się nie pochwala. Zakochani wysyłają więc sprzeczne sygnały. Gubią się pomiędzy tym, co dyktuje serce, a tym, na co wskazuje rozum. Zabawę w uczuciowe przepychanki podłapuje też sumienie, moralność i ślady wcześniejszych przeżyć, łącznie z tymi z dzieciństwa i rodzinnego domu. Pragnie się dowodów miłości. Te jednak nie zawsze są widoczne na pierwszy rzut oka. Piękne chwile znaczą wiele, ale... nikt chyba nie docenia kłamstwa dyktowanego biciem serca. Czy dla szczerej miłości można oszukać? Czy z miłości można zrobić zbyt wiele? Czy można łączyć dwoje ludzi piętrzącymi się oszustwami? Czy "Serce można oddać tylko raz"? Czy można krzywdzić, by wyrazić co się czuje? I za co właściwie się kocha? A może kocha się pomimo. Mimo kłamstw, mimo rozstań, "MIMO MOICH WIN"... Odpowiedź na te pytania odnajdziemy w powieści TARRYN FISHER.
Subskrybuj:
Posty (Atom)