czwartek, 4 lutego 2016

PIECZONE OPONKI SEROWE - odchudzona "oponka" Ci się upiecze.


Istnieje prawdopodobieństwo, że moja miłość do tego kształtu leży w zamiłowaniu do pierścionków. Nie jest to potwierdzone, ale na widok oponek czuję się jak Golum, któremu zaświeciły się oczy, a usta wydobyły okrzyk "mój skarbie"... Istnieje również możliwość, że zbyt częste sięganie po tego typu słodkości oddali wizję "ringa" na palec (bo oponka zostanie w okolicach brzucha, co spoliczkuje estetykę na tyle, że mój wzrokowiec przestanie mówić romantycznym tonem). Być może dlatego, a może z potrzeby kombinowania i eksperymentowania powstały odchudzone oponki. Odchudzone, bo zamiast wrzucone na głęboki tłuszcz, to wstawione do piekarnika. Nie jestem pewna, czy z tymi smażonymi oponkami nie łączy ich czasem jedynie kształt, ale wiem, że wyszły bardzo dobre. Nietypowe. Jakby połączenie ciasta kruchego, ptysiowego i precelka? Cholera, chyba nie da się ich do niczego porównać i trzeba przyznać jest - to oryginalna, pyszna propozycja na tłusty czwartek.

wtorek, 2 lutego 2016

LECZENIE POPRZEZ ŻYWIENIE czyli... co robić, gdy jedzenie jest dla psa katorgą.


Lubimy jeść. Mamy nasze ulubione smaki i potrawy i w większości przypadków, jedzenie sprawia nam przyjemność. Jemy nie tylko żeby przeżyć. Czasem wydaje się, że żyjemy, żeby jeść, a nie odwrotnie. Nasi czworonożni podopieczni jedzą instynktownie, ale obserwując boksery, które są strasznymi łasuchami, wiemy, że jedzenie sprawia im przyjemność i daje komfort. Wiecznie błagające, maślane oczy tak proszą, że często jedzą więcej niż muszą, niż powinny. Oblizują się później z miną, która daje do zrozumienia, że psiak się delektował (nawet, jeśli pochłonął smakołyk w mgnieniu oka). Takim wiecznie "głodnym bokserem jest Missi, która jest wśród nas dzięki ogromnemu uporowi i prawdziwej walki. Toczyliśmy wojnę o jej życie.
Historia Missi jest wzruszająca i wyciskająca łzy. Pokrótce przybliżamy ją tutaj (kliknij), ale dziś nie o tym mowa. Dziś opowiemy o zwalczaniu powikłań braku odpowiedzialności (pseudohodowle) od strony gastrycznej. Karmienie jej naszą miłością przychodzi naturalnie i niezwykle jej służy, ale „nie samą miłością żyje…” pies.

PIECZONE PĄCZKI - mniej kalorii na tłusty czwartek. Wersja tradycyjna i bezglutenowa. Przepis nr II - z drożdży świeżych



Patrzę na luty. Najkrótszy miesiąc w roku, a owocuje w same przyjemności. Mamy słodkie walentynki, chwilę wcześniej dzień pizzy, który dla mnie jest szczególnie miły, bo zostaję obdarowywana prezentami i dmucham świeczki. Patrzę dalej i widzę tłustym drukiem oznaczoną datę: 4 luty 2016. Wręcz mi z tego dnia kapie lukier i czekolada, co i na ślinotok się przekłada. Nie chcę jednak, żeby kapał mi tłuszcz, bo choć pączek jest znakiem szczególnym tego najsmaczniejszego czwartku, to... lepiej po tym dniu w tego pączusia się nie przeistaczać. Niby mi do tego daleko, ale i inni są w domu. Powstały więc pączki pieczone. Wersja odchudzona, zdrowsza, a równie pyszna. A, że dom nasz składa się z tych co gluten tolerują i tych, co po nim cierpią - z piekarnika wyszły dwie odmiany: tradycyjna, a druga: gluten free.

poniedziałek, 1 lutego 2016

PĄCZKI PIECZONE - odchudzony, zdrowszy tłusty czwartek w wersji tradycyjnej i bezglutenowej. Przepis nr I z drożdży suchych

Jeden dzień w roku, a parę kilo do przodu, ale jak tu sobie odmówić, kiedy pół świata bestialsko wgryza się w pączka na naszych oczach i z premedytacją okazuje swoje zadowolenie? Dieta idzie w odstawkę. Mówimy jej smutne "papa" i witamy się z marmoladowym wnętrzem polukrowanego lub oblanego czekoladą pączka. Jest sposób na to, by wskazówka na wadze nie wysyłała nas na kardiologię, ani do wariatkowa. Nie trzeba się martwić o to, że ciałka przybędzie (choć patrząc w lustro poznaję kogoś, kto chciałby go trochę przygarnąć). Pączki pieczone! Niezbyt skomplikowane, nieociekające tłuszczem, mocno nadziane i wg mnie lepsze od tradycyjnych (ale, to już kwestia smaku). Można je wykonać w wersji tradycyjnej i bezglutenowej. Plusem jest to, że wchodząc do domu delektujemy się aromatem, a nie dostajemy "w łeb" od zapachu smażonego. Nie ma wątpliwości, że to zdrowsza wersja. Jeśli więc chcesz poznać szybki sposób na szczęście - zapraszamy:



"ZNISZCZYĆ, ZEPSUĆ, ZDEMOLOWAĆ" czyli jak radzić sobie z psem, który kocha anarchię.


W genotypie każdego ssaka zapisane jest zwracanie na siebie uwagi. Na mój połowicznie wygolony łeb i mocny makijaż spuśćmy zasłonę milczenia ;). Cóż, próby skoncentrowania na sobie wzroku czasem i u nas - ludzi mają opłakane skutki. Kobiety pozują często na... panie lekkich obyczajów, mężczyźni - zdarza się, że robią z siebie idiotów, młodzież - zamienia się w pozerów. Popełniamy błędy, których później żałujemy. Dlaczego więc miałoby być inaczej u psów? Nasze czworonogi również mają różne metody na to, żeby nas oderwać od komputera, telewizora, telefonu. Wiedzą co zrobić, żebyśmy się nimi zainteresowali (nawet jeśli wyrażamy to poprzez bieg w stronę sprawcy zamieszania i okrzyk w stylu "Missi, zejdź ze stołu!" albo "Saba, zostaw to!" czy "Feral, wypluj tą firankę". Mina zawstydzonego, ale dumnego z siebie zwierza pozwala przypuszczać, że on doskonale rozumie ludzkie słowa i to co zrobił, robił z premedytacją. Bywa i tak, że jego niszczycielskie zapędy to reakcja na stres, traumę, strach. Bywa, że niszczy gdy wychodzimy bo zwyczajnie boi się, że nie wrócimy i nasze 5 minut poza domem odbiera jako porzucenie. Dlaczego tak jest i jak sobie z tym radzić?