wtorek, 31 stycznia 2017

BYŁ SOBIE PIES - W. Bruce Cameron - Ten świat jest naprawdę pomerdany.


Gdzie po śmierci idzie pies i dlaczego odchodzi za szybko? Jak postrzega świat? Kogo widzi w nas i co to w zasadzie oznacza, gdy merda ogonem na dźwięk kluczyków do samochodu? Wciąż zadajemy sobie te pytania patrząc w psie oczy, które wydają się być tak mądre, jakby wszystko już widziały. "Jak żyłam bez ciebie?" - pytamy - "Co zrobię, kiedy odejdziesz?". Być może odpowiedzi zna tylko jedna istota. Pies. Ktoś, dla kogo my jesteśmy sensem życia.
"Był sobie pies" (W. Bruce Cameron) to niesamowita spowiedź psa. Główny bohater na swoich czterech łapkach przemierza świat i pozwala nam spojrzeć swoimi oczami na człowieka, schronisko, pseudohodowlę, hodowlę i weterynaryjny gabinet, a także na życie psa pracującego. Psie emocje wylewają się z tej książki i potwierdzają fakt, że "ten świat jest naprawdę pomerdany".
"...W naszej klatce nie było za bardzo co oglądać, nic, co można by poskubać - poza rodzeństwem rzecz jasna - ale w miarę jak rodziła się nasza świadomość, razem z siostrami i braćmi odkryliśmy, że w budzie na prawo jest więcej szczeniąt...
Po drugiej stronie mieszkała samotna, ociężała suczka z obwisłym brzuchem (...) nie spacerowała zbyt dużo...
Budy dzieliła jakaś stopa szerokości...
Kiedy przychodził nakarmić psy prawie się do nas nie odzywał, emanując bezbarwną obojętnością..."

Bailey jest w zasadzie żywym dowodem na to, że losy i życie szczeniaczka (a potem dorosłego psa) zależą tylko od tego, na kogo trafi ta niewinna istota. Jego historia potwierdza złożoność (nie)ludzkich odruchów, motywacji i zachowań. Jedyne co się nie zmienia, niezależnie od warunków i otoczenia, to psia misja - kochać i wpajać właścicielom znaczenie miłości. Bohater zajmuje się tym bezustannie, gdyż nawet kiedy teoretycznie nadejdzie jego koniec, budzi się na nowo, jako nieporadne szczenię, które w główce ma jedynie bezwarunkowe uczucia skierowane do człowieka, nawet kiedy ten bije go, wyrzuca bądź słowem się nie odzywa.



Bailey miał okazję zaznać smaku bezdomności, schroniskowego życia i pracy w policji. Poczuł zarówno ciężar łańcucha, jak i buta. Najbardziej przeszkadzała mu jednak samotność i niezrozumiałe zachowania ludzi. Stał się nieprzemyślanym prezentem i wiedział jak to jest umierać w rozgrzanym samochodzie. Na szczęście jedno z jego wcieleń zaowocowało także bezwarunkową, niekończącą się miłością i zapachem domowego ciepła. Misja kochania i chronienia okazała się najważniejsza.
"...(przeznaczenie) Zaprowadziło wprost do chłopca, a kochanie go i mieszkanie z nim było sensem całego mojego życia. Od tej chwili gdy się budziliśmy, aż do momentu zaśnięcia, byliśmy nierozłączni".
Kilkakrotnie przeżywamy śmierć bohatera i dowiadujemy się, że odejście jest nierzadko prawdziwym wybawieniem. Opowieść naszego psa uświadamia nam, że przeprowadzenie go na drugą stronę może się okazać największym wyrazem miłości i szacunku.

"Wtedy miły pan przyniósł igłę... Po kilku minutach ból zelżał. Kiedy usypiałem, byłem jak zawsze przy chłopcu. Wiedziałem, że umieram, czułem nadciągającą ciemność...
Sensem całego mojego życia było kochać go, być z nim i go uszczęśliwiać. Nie chciałem, żeby teraz przeze mnie cierpiał - to właśnie dlatego uznałem, że dobrze, że go tu nie ma i nie widzi jak odchodzę, choć ból tęsknoty za nim był w tym momencie tak wielki, jak dziwne boleści w moim brzuchu...".

Ta książka jest pięknym dowodem na to, że psia miłość nie zna granic a jego mądrość przekracza ludzkie możliwości w tej materii. Emocjonalny ładunek ukryty w psich zachowaniach całkowicie rozbraja i zarówno ciągnie kąciki ust ku górze, jak i powoduje słony potok łez. Czytając trudno jest jednoznacznie przyznać, czy płaczemy nad psim losem, a może nad ludzką głupotą i znieczulicą.


"Był sobie pies" (A Dog's Purpose).
Wydawnictwo Kobiece
Stron: 392
Premiera: 15 luty 2017
Fragment 

"Był sobie pies" to piękna historia, którą warto poznać, szczególnie jeśli ma się w domu takie obrośnięte sierścią szczęście, tym bardziej, że niebawem pojawi się ekranizacja tego bestsellera.


Polecam! :) Zarówno powieść, jak i adopcję psa, którego misją jest jedynie kochanie i wywoływanie uśmiechu. 

1 komentarz:

  1. Piękna recenzja. Od jakiegoś czasu miałam chęć przeczytać tę książkę. W natłoku lektur gdzieś mi ona z głowy uciekła, ale dzięki Tobie ponownie się pojawiła. :)

    OdpowiedzUsuń

Twoje zdanie jest mile widziane.
Pozdrawiamy,