wtorek, 13 września 2016

OBCE DZIECKO - Rachel Abbott - mistrzowski thriller w którym nikt nie oszczędza dzieci.





Czasami przeszłość puka do drzwi i bez zaproszenia wchodzi do poukładanego życia, zbudowanego na cierpieniu, tęsknocie i niezrozumieniu. Czasem ta przeszłość patrzy na nas oczami zaginionego przed laty dziecka obecnego partnera. Czasem w tym spojrzeniu widzimy tyle zła, że dla ochrony rodziny gotowi jesteśmy wyjąć nóż i poświęcić tą niewielką osobę, która jakby nie patrzeć też ma prawo mieszkać pod naszym dachem. Czasem boimy się dziecka. A zarazem ściskając ostrze drżymy na myśl o tym, że ktoś byłby w stanie skrzywdzić malucha. Czasem łączymy się w pary i składając wyznanie miłości przyjmujemy nie tylko zalety ale i wady partnera. Jego przeszłość. Jego potknięcia. Czasem nie wiemy już co myśleć, co czuć i jak się zachować. Nie wiemy, bo jesteśmy tylko ludźmi i nieustannie popełniamy błędy, które zaowocować muszą, jak nie teraz to kilka lat później. I czasem owocem tych pomyłek jest "Obce Dziecko", które o dziwo należy do rodziny.

czwartek, 1 września 2016

LECZENIE POPRZEZ ŻYWIENIE - część VII - siódmy worek



Kiedy idąc ze swoją miniaturką boksera, która w życiu dużo przeszła i cudem przeżyła słyszysz: "Jaki piękny, młodziutki pies" zamiast "ależ to chude" to wiesz, że dobrze żywisz swojego mikropsa. Kiedy głaszcząc go masz pod ręką zdrową, grubą, mięciutką i bardzo błyszczącą sierść, która nie wypada, wiesz, że karma się sprawdza. Kiedy twój psiak biega, skacze, wariuje i przelatuje nad wykopanymi wcześniej dziurami i praktycznie huśta się nad żyrandolu, to pewność masz, że miskę odpowiednio napełniasz. Kiedy twój bokser nieprzyjemnych zapachów znikąd nie wydziela i nie miewa problemu na spacerach to martwić się nie musisz. I co ważne - kiedy twój pies przestaje wymiotować, kiwać główką po jedzeniu i kłaść się w kącie, to możesz być z siebie dumny. Oczy nie łzawią, kości nie wystają, sierści można pozazdrościć, w brzuszku się nie przelewa a ogonek wciąż merda. I zawdzięczasz to karmie. Odpowiednio zbilansowanej, idealnie dobranej.

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

"W CIENIU PRAWA" - Remigiusz Mróz i podróż do 1909 roku.


Mamy 2016 rok. Żyjemy w teoretycznie wolnej Polsce, choć większość z nas zamknięta jest w betonowej celi z widokiem na osiedlowy dziedziniec. Jednocześnie każdy jest panem u siebie. Króluje w swoich czterech ścianach i czasem z tą władzą wychodzi za drzwi. Podwórkowa polityka gryzie się z tą, która ogarnia cały kraj. Tu się walczy. Zwykle o pieniądze na koncie. Są i tacy, co walczą o parę złotych na chleb. Są tacy, co zabiją za butelkę. Tu się chce władzy. A wszystko w świetle prawa, choć zazwyczaj w Polsce o bezprawiu mówimy. I tak od lat. Od 100 co najmniej...
A teraz na tapetę bierzemy Galicję, rok 1909. Polak zawalczyć chce o nowy start i parę groszy. Opinii nie ma wzorowej, ale zamierza na chleb zapracować. Pierwszy raz zasypia jako czyścibut a budzi się praktycznie za kratami. Znów do walki stanie. Tym razem o wolność, o życie. Ramię w ramię z prawnikiem, który "W CIENIU PRAWA" dostrzec ma szansę, choć inni zamiast niej widzą tam kostuchę, wyciągającą łapska po Polaka. Bitew jest więcej. O tytuł, o pieniądze, o spokój, o uznanie. I to wszystko, spisane ręką Mistrza - Remigiusza Mroza, dilera emocji.

niedziela, 31 lipca 2016

PIERWSZA PRZYCHODZI MIŁOŚĆ - EMILY GIFFIN.



Miłość ma różne oblicza. Każde wyjątkowe, inne, nieprzewidywalne. To mieszanina słodyczy, słonych łez i gorzkiego zawodu. To fundament ludzkiego szczęścia, spełnienia i poczucia bezpieczeństwa. Nie ma dwóch identycznych miłości i nie chodzi tu tylko o to, że inaczej kocha się rodziców, rodzeństwo i partnera. Sposób kochania i okazywania uczuć nie jest wyuczalny, ani genetycznie uwarunkowany. Nie jest przekazywany z krwią czy mlekiem matki. Inaczej więc będą kochać i patrzeć na świat nawet rodzone siostry, które wyrastały pod jednym dachem. Mimo to ludzie wciąż rozkładają słowo "Miłość" na czynniki pierwsze i poruszając się utartymi schematami układają chronologicznie pożądaną kolej rzeczy składających się na to uczucie. Motyle w brzuchu, ślub, dziecko, wspólna mogiła. A co, jeśli ktoś pominie stan zakochania, albo przeskoczy obrączkę na palcu? Co, jeśli zamiast dzielenia kawałka cmentarnej ziemi para podzieli się domem i miłość zakończy rozwodem? Co, jeśli ktoś zdecyduje się na małżeństwo z rozsądku lub dziecko "z probówki"? Co ludzi skłania do tego, by najważniejsze decyzje podejmować nieszablonowo? Chyba życie, ale to za mało. Tak naprawdę zawsze "PIERWSZA PRZYCHODZI MIŁOŚĆ". Nie ważne czy do rodziny, partnera, pasji, dziecka czy siebie. Ważne, że to ona popycha nas do przodu i mówi by nie patrzeć na to, co powiedzą ludzie z boku. Oni nie słyszą przecież kiedy serce bije nam szybciej.

środa, 13 lipca 2016

LECZENIE POPRZEZ ŻYWIENIE - część V - czyli wchodzimy w 6 miesiąc stosowania.


Najnowsze wieści z placu boju, gdzie pełna miska stoi i już nie sprawia kłopotu. Gdzie psie ciało nie chudnie, ogon merda, mordka się śmieje i zwrotów nie funduje. Oficjalnie powiedzieć można, że wygrałyśmy z nietolerancją i problemem z przyswajaniem. Można powiedzieć, że wróg (i jego rodzina w postaci wymiotów, biegunek, chudnięcia) zostali pokonani. Atak odparłyśmy dobrą karmą, choć może "dobra" to nie jest dobre określenie, bo złą (marketówki i marketówkopodobne) nigdy nie karmiłyśmy. Ba, nigdy z najwyższej półki nie zeszłyśmy, mimo, że do czasu TEJ karmy było tam niezbyt wygodnie. Szczególnie Missi. Maleńka teraz świetnie czuje i z dumą oświadcza, że i innym suniom pomogła polecając TĄ karmę. Tak więc dziś o trzech "dziewczynkach", o karmie i o tym "czym to się je" i dlaczego to takie dobre.

poniedziałek, 13 czerwca 2016

POZYTYWKA - melodia do serca matki, której owoc miłości umierał pod sercem - Agnieszka Lis.


W każdej dziecięcej głowie gra melodia osobistej pozytywki. Ta, której dźwięki określają beztroskę i wielkie marzenia. Marzenia o byciu kimś. O kochaniu i byciu kochanym. O wydaniu na świat miłości. O domu. Ciepłym, pięknym, spokojnym domu. Cichutki, melodyjny podkład słyszalny jest dla ucha nawet wtedy, gdy dziecięcą naiwność uśpi dorosłość wypełniona problemami. Gdy na dawną beztroskę opadnie kurtyna smutku, niepowodzeń i zawodu. I nawet gdy słone łzy będą głośno obijać się o połamaną duszę, to ta melodia będzie grać. Cichutko. Ledwo słyszalnie. Spróbuje zagłuszyć krzyki i trzaskanie drzwiami, jakby chciała powiedzieć, że nie o takim życiu się marzyło. Jakby melodyjnie chciała zapytać czy warto "Rodzić bez miłości, rodzić bez nadziei, cierpieć po to, żeby wydać na świat cierpienie"? Pozytywka sprzed lat będzie grać podczas osobistej walki o szczęście. Zagra nawet wtedy, gdy dziewczyna z małej wsi zapragnie światowego życia by się ukarać.

poniedziałek, 6 czerwca 2016

SZKOŁA ŻON - lekcja erotyzmu. Egzamin z kobiecości - Magdalena Witkiewicz.


Szkoła zawsze niesie w pewnym stopniu kontrowersję. Często uznawana jest za zło konieczne. Za wroga. Jej gmach staje się kością niezgody. I nie chodzi tu nawet o kulejącą podstawę programową. Każdy wie, że sinusów i cosinusów i tak używać nie będziemy, a kiedy z kimś rozmawiamy, to nie analizujemy części zdania. Sporów jest wiele, począwszy od czasu wieku "puszczania" do szkoły, skończywszy na mundurkach. Lekcje z natury są nudne, nauczyciele w większości wydają się pracować za karę i nie mieć zbyt wiele do powiedzenia. Jedynie jakieś wyjątki walczą z systemem. Prywatne, państwowe, elitarne, owiane złą sławą - wszystkie szkoły takie same. Wystawiające na ocenę. Nie uczące zbyt dobrze. A gdyby tak udać się do szkoły, gdzie mundurki zaczynają się na braku bielizny, kąty mierzy się pomiędzy rozwartymi udami, chemia występuje w sypialni, a zamiast poznawania fotosyntezy dosłownie zgłębia się swoją kobiecość? Gdyby tak udać się do miejsca, gdzie wiek nie jest ważny, bo każda data urodzenia obliguje do tego, by poczuć się piękną i spełnioną? Gdyby tak zamiast artykułowania spółgłosek uczyć się technik sztuki oralnej? Gdyby tak w ramach lekcji udać się do spa? Gdyby tak posiąść wiedzę życiową? Jest takie miejsce. "Szkoła żon" właśnie zbiera podania. Papiery można składać do Magdaleny Witkiewicz. Matki dyrektorki. Kobiety.

sobota, 4 czerwca 2016

"MIMO MOICH WIN" - O sile kłamstwa będącym częścią najszczerszej miłości - Tarryn Fisher.

Mówi się, że "w miłości i na wojnie wszystkie chwyty dozwolone". Wyznacznikiem uczucia określa się to, co jesteśmy w stanie dla niego zrobić. Paradoksalnie, gdy dochodzi do walki, to "podążania po trupach do celu" lekko mówiąc się nie pochwala. Zakochani wysyłają więc sprzeczne sygnały. Gubią się pomiędzy tym, co dyktuje serce, a tym, na co wskazuje rozum. Zabawę w uczuciowe przepychanki podłapuje też sumienie, moralność i ślady wcześniejszych przeżyć, łącznie z tymi z dzieciństwa i rodzinnego domu. Pragnie się dowodów miłości. Te jednak nie zawsze są widoczne na pierwszy rzut oka. Piękne chwile znaczą wiele, ale... nikt chyba nie docenia kłamstwa dyktowanego biciem serca. Czy dla szczerej miłości można oszukać? Czy z miłości można zrobić zbyt wiele? Czy można łączyć dwoje ludzi piętrzącymi się oszustwami? Czy "Serce można oddać tylko raz"? Czy można krzywdzić, by wyrazić co się czuje? I za co właściwie się kocha? A może kocha się pomimo. Mimo kłamstw, mimo rozstań, "MIMO MOICH WIN"... Odpowiedź na te pytania odnajdziemy w powieści TARRYN FISHER.

środa, 1 czerwca 2016

LECZENIE POPRZEZ ŻYWIENIE - CZĘŚĆ IV. - EFEKTY U MISSI I BUNII.


Problemy są chyba najlepszym spoiwem łączącym. No, ewentualnie lokują się zaraz za wspólną pasją. Jeśli jednak obie płaszczyzny zaczynają się ze sobą ścierać, to powstaje niezwykła więź oparta na wzajemnej pomocy i wymianie doświadczeń. Nasza mała istotka sprawiła, że poznałyśmy wiele wspaniałych osób, którym psi los nie jest obojętny. Ludzi, którzy walczą, aby popularne określenie na beznadziejną sytuację zmieniło znaczenie i zaczęło oznaczać coś wspaniałego. Tym razem Missi znów pozwoliła nam komuś pomóc. Poradzenie sobie z jej problemami gastrycznymi zaowocowało tym, że wieść o genialnej karmie dotarła do kogo trzeba. Dotarła w porę i... chyba pomogła! Tak więc karma służy teraz nie tylko naszej kruszynce, ale i Bunii mieszkającej u Moniki.

TRAWERS - Uzależniająca siła babrania się w krwi - III, ostatni tom z Wiktorem Forstem - Remigiusz Mróz.


Schematy, stereotypy, wiedza argumentowana zdaniem ogółu, opieranie się na powszechnym uznaniu. To wszystko przechodzi z dziada, pradziada. To wszystko wypijamy z mlekiem matki. To wszystko gdzieś się czai pomiędzy genami. Krąży w krwiobiegu jak narkotyk. I nagle każdy Rosjanin to pijak, każdy Niemiec ma w sobie coś z Hitlera (i to nie szkodzi, ze ten wąsacz Niemcem nie był), a amstaf to morderca (wszak babcia mówiła - "nie głaskaj pieska, bo rączkę ci urwie"). Najgorzej jednak jest z przybyszami. Terroryści cholerni. Wyśmiać ich trzeba. Zgnoić, zdeptać, pobić, upokorzyć i wypędzić. Przedtem jednak wypadałoby obwinić o całe zło na świecie, począwszy od brudu na własnym podwórku. Obok tych fanatyków, kroczy drugi obóz, równie zafiksowany. Państwo tolerancyjni, warczący na swoich, aby światu pokazać, że są otwarci. Jedni i drudzy zaślepieni swoimi racjami i dziką nienawiścią do wszystkich, którzy zdanie mają inne, nieświadomie biorą udział w grze o życie. Na światowej planszy poustawiała ich krwiożercza bestia w ludzkim ciele. "Szach-mat" krzyczy i zbiera żniwo. Kolejny wyzionięty duch, do kolekcji. Jedyny godny przeciwnik ogląda świat przez więzienne kraty. Wzrok ma otępiony narkotycznym lekarstwem. Siedzi, ćpa i na domiar złego na wolności był psem. Komisarzem. Łatek ma więc od cholery. A gra się toczy... Jest niebezpiecznie. Jest groźnie. Sama egzystencja mrozi krew w żyłach. Ale ciągnie w te wszystkie miejsca. Ciągnie do świata, który stworzył Remigiusz Mróz. Tam, gdzie policjanci siedzą, politycy biorą w łapę, prokuratorzy się potykają, "terroryści" rozgaszczają, a jakiś człowiek karmi się śmiercią.