Podobno zawsze może być gorzej, ale czasem aż trudno w to uwierzyć. Ilość tragedii przypadająca na jednego człowieka zdecydowanie powinna być ograniczona. W pewnym momencie zasoby smutku, żalu i cierpienia mogłyby się wyczerpać i dać chwilę na złapanie oddechu. Chwilę, na zebranie sił do dalszej walki, która staje się podstawą egzystencji. W przypadku
Marka Benera, fundamentem życia jest kurczowe trzymanie się przeszłości. Od trzech lat jedyny cel sprowadza się do poszukiwań najmniejszego śladu po zaginionej żonie i córeczce, której reporter nie widział na oczy. Nieustannie towarzyszy mu bezsilność, strach i rozrywający ból. Tęsknota, która zamieszkała z nim na stałe i uwiła sobie gniazdko w dziecięcym pokoju i na pustej, zimnej stronie łóżka. Kreator jego świata -
Robert Małecki zapowiada jednak, że "
Najgorsze dopiero nadejdzie". W przypadku bohatera wierzę mu całkowicie, natomiast biorąc pod uwagę samą książkę, wydaje mi się, że jest zupełnie odwrotnie. Im dalej, tym lepiej. Najlepsze historie z Torunia nadejdą z tym nazwiskiem.