poniedziałek, 5 października 2015

"Powrót do Daringham Hall" - cierpienie, niepewność, bogactwo, miłość, erotyzm, pies bez łapy i problem oczami Kathryn Taylor + cottonovelove = błoga jesień...

"Jeśli ktoś staje się dla nas ważny, jeśli dopuszczamy go zbyt blisko, jesteśmy bezbronni wobec bólu, jaki może nam zadać.". Wynika z tego, że zakochując się stajemy się masochistami. Jeśli jednak wybudujemy dookoła siebie mur znieczulicy, odgrodzimy się od uczuć i od potencjalnych obiektów westchnień to czy i to nie będzie sadyzmem skierowanym do własnej osoby? Tak źle i tak niedobrze. Zresztą, nawet najsolidniejsze ogrodzenia, poprawiane regularnie można łatwo staranować. Stoimy wtedy nadzy. Całkowicie bezbronni. I choćbyśmy podejmowali próby ucieczki, to przed miłością się nie schronimy. Pokochamy i tym samym narazimy się na pewną zgubę, a zarazem na pewne szczęście, bo miłość synonimem jest i cierpienia i radości. Tyczy się to miłości (do i od) człowieka i zwierzęcia. I możemy okłamywać samych siebie, że emocje umiemy na bok położyć. Możemy planować. Budować w głowach scenariusze, które nie uwzględniają uczuć, ale życie wszystko to zweryfikuje. Możemy żonglować potrzebą zemsty, ukarania kogoś, zadośćuczynienia i będzie się nam to udawało do momentu, aż w nasze ręce wpadnie dodatkowa piłeczka zwana miłością. O tym właśnie napisała Kathryn Taylor w powieści "Powrót do Daringham Hall". Jest tu żądza, jest cierpienie, jest niepewność, jest bogactwo, jest erotyzm, jest pies bez łapy i jest problem. Reasumując, jest życie, nad którym my - ludzie nie do końca mamy kontrolę.



Na pierwszy rzut oka mamy przed sobą oklepaną historię. On, młodziutki biznesmen prowadzący własną firmę i dowiadujący się po latach, że jest synem bardzo bogatego człowieka, więc NALEŻY MU SIĘ rodzinny majątek (raz, że dziedziczy po ojcu, dwa, że ten ojciec powinien zapłacić za łzy matki i za lata, kiedy go przy nim nie było). Ona, biedna sierotka Marysia, praktycznie wychowywana przez tą złą i niedobrą (wg głównego bohatera) rodzinę. Zderzenie światów. Walka o należność. Wybuchy gniewu, miłości i pożądania na zmianę. Utrata pamięci.
"Powrót do Daringham Hall" to opowieść o tym ile zła mogą wyrządzić niedomówienia, jaką nienawiść można w sobie wyhodować do kogoś, kogo nie znamy i kto powołał nas na świat i o tym ile szczęścia można w nieszczęściu odnaleźć. Całość pokolorowana jest skrajnymi emocjami, które każdy z nas dobrze zna. Łatwo jest wczuć się w większość bohaterów i zobaczyć kawałek świata ich oczami.

 

Świat oszalał na punkcie tej powieści (która swoją drogą jest I częścią trylogii). Kiedy zobaczyłam okładkę oszalałam i ja. Być może odezwały się we mnie osobiste tchnienia romantyzmu bo skojarzyła mi się z moim ukochanym zdjęciem. Gdy zaczęłam czytać okazało się, że jest jeszcze co najmniej jeden wspólny mianownik - bohaterka była panią weterynarz przygarniającą pokrzywdzone zwierzęta - chore, ślepe, na trzech łapkach. To rzadki motyw w powieściach nastawionych na powtarzalny wątek romansu i nieszczęśliwej miłości. Tu ode mnie duży plus dla Kathryn. 



Czyta się szybko i przyjemnie. Książka dosłownie na moment i mimo, że po pierwszych stronach podchodziłam do niej z mało optymistycznym nastawieniem (bo ile można czytać historii na jedno kopyto) to już nie mogę się doczekać kolejnej części a tej wróżę szybką ekranizację.
Reasumując: polecam zwiedzanie Anglii i odwiedzanie brytyjskiej arystokracji z Benem, nowojorskim dupkiem-biznesmenem. Jeszcze bardziej polecam zaprzyjaźnienie się z Kate, uroczą, romantyczką, która "żadnej pracy się nie boi" i może zarówno być seksowną kokietką jak i pachnącą stajnią panią weterynarz. 



Pięknie wydaną książkę kupić można tutaj: WYDAWNICTWO OTWARTE.


Aby jesień stała się synonimem nastroju (cudownego nastroju i błogich chwil) potrzebna jest nie tylko dobra książka. Mądre głowy wiedzą, że idealnym dodatkiem do lektury jest gorący kubek z parującą herbatą, mruczący kot, grzejący stopy pies, ciepły koc i... no właśnie, i co? Kominek chciałoby się rzec ale co jak nie mamy takich udogodnień? Ja mam zastępstwo - COTTONOVE LOVE.
Wspaniałe, magiczne kuleczki znane jako "cotton ball light", "kule świetlne", które nie tylko u mnie wywołują uśmiech (o zachwycie Ferala nie będę się rozpisywać. Jest zaczarowany, podobnie jak boksery). Moje romantyczne światełka stały się nieodzownym elementem miłosnych opowieści (tych pisanych ręką pisarza i tych... pisanych przez życie). Polecam. Kupić/zamówić/stworzyć można je tu: http://cottonovelove.pl/


Co to takiego, te 'kuleczki szczęścia'? Same kule to teoretycznie jedynie osłonki na lampki wykonane z przędzy bawełnianej. W praktyce jednak to coś o wiele 'większego' (i nie chodzi mi o średnicę, która wynosi 6-7 cm). To piękna oświetlająca ozdoba, działająca jak "lek na całe zło" dla duszy i dla oczu. Istnieje możliwość zakupu pojedynczych kuleczek lub zestawów (które swoją drogą możemy sami tworzyć o tu: KREATOR) składających się z 'cottonball' (10/20/35/50 sztuk), kabla i zapasowych żarówek.
Jeśli miałabym wskazać komuś idealny prezent to mój palec wskazujący wylądowałby właśnie na nic i namalowałby wyimaginowany wykrzyknik sporych rozmiarów. (A kiedy mój męski pierwiastek skwitował nasz nowy dodatek słowami "ooo, święta idą" wołacz zyskał dodatkowe centymetry).
Polecam, tym bardziej, że Pani Agnieszka (cottonovaszefowa) to nie tylko zdolna dusza ale i 'świetna babka' :)




1 komentarz:

  1. Jak jesień to tylko piękna i złota :-) nienawidzę pluty, wietrznej pogody, deszczu,grr..masakra :-)) idealne wieczor jesienny to wino, muzyka w tle i jakas ciekawa ksiazka ;-) pełen relax , buzka

    http://nataliazarzycka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Twoje zdanie jest mile widziane.
Pozdrawiamy,