piątek, 19 września 2014

ZAWINIŁ GRYSIK.

Wiktor miał już 13 miesięcy, więc powoli, bardzo powoli zaczęliśmy wprowadzać kolejne produkty do jego diety. Cały czas karmiłam, nocne karmienia stawały się coraz bardziej uciążliwe, bo Wiktor szukał mleka po kilka razy w ciągu nocy. Postanowiłam pójść za radą lekarki i wprowadzić „cieniutki” grysiczek. Ugotowałam zupkę i zasypałam łyżeczką kaszki manny. Synuś zjadł z apetytem. Następnego dnia ugotowałam cieniutki grysiczek na wodzie, zmieszałam z mlekiem dla alergików i Wiktor zjadł kolacyjkę. Wiercił się, kręcił, płakał. Rano był cały czerwony. Drapał się, kręcił, skóra była bardzo ciepła, czerwona , zapalna. Biegiem do przychodni. Diagnoza: alergia, przyczyna grysik. Żeby tego było mało, pojawiła się biegunka, bóle brzucha kręciły małego. 




Na szczęście karmiłam. Pienista, strzelająca biegunka, bóle brzuszka, dziecko cierpiało a ja nie potrafiłam mu pomóc. Tym sposobem z diety małego musiałam wyrzucić wszystko, co miało w swoim składzie gluten. Kilka dni później mały dostał spastyczne zapalenie oskrzeli, a po kilku kolejnych dniach na skórze pojawiły się liszaje, przypominające zmiany grzybicze, tzw. zmiany pieniążkowate. Jasne było, że będzie nas obowiązywać rygorystyczna dieta i tak też się stało.
Wszystko podporządkowane było diecie Wiktora. Zaczęliśmy więc robić własne wyroby wędliniarskie, piekliśmy pieczywo bezglutenowe, czytaliśmy etykietki. Czas płynął, Wiktor dochodził do siebie, bardzo wolno rósł, słabo przybierał na wadze. Pojawiały się kolejne problemy zdrowotne. Lekarze, lekarze, lekarze. 

Gdy Wiktor miał blisko 3 lata zabraliśmy go do gastroenterologa. Wizyta prywatna bo na fundusz trzeba było czekać ponad pół roku. Lekarz pooglądał i zbadał małego, przeglądnął książeczkę zdrowie, po czym stwierdził, że tak to jest, jak kobiety są wygodnickie i nie chce im się karmić piersią. I wtedy nie wytrzymałam. Dosłownie wyszłam z siebie i stanęłam obok. Siedząc przy biurku doktora nauk medycznych zrobiłam coś, co pewnie zapamiętał na długo. To co zrobiłam, zaskoczyło mnie samą. Rozpięłam bluzkę, wyjęłam pierś i siknęłam mlekiem na Pana doktora. 
Lekarz zbaraniał a ja stwierdziłam, że nie powinien wyciągać wniosków zanim zbierze wywiad.

I tak zaczęło się diagnozowanie Wiktora w kierunku celiakii...

- Reszta niebawem. Do opisania Wam, mam 14 lat. 14 lat Bezglutenka. 14 lat walki o normalność. 14 lat tłumaczenia "dlaczego nie możemy tego, co inni". 14 lat "podrabiania kulinarnej normalności" - na szczęście z powodzeniem.

E.

Jeśli masz ochotę dowiedzieć się więcej (a obiecujemy, że będzie co czytać) - koniecznie polub nas na facebooku by być na bieżąco! :)

12 komentarzy:

  1. Uuuu uczulenie na składniki odżywcze :) Jak dziecko znosi nową dietę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przez te 14 lat było różnie... bardzo różnie. Ten post opisuje rok 2001 - czyli nasze początki. Lata diety i nauki postępowania, oraz kilka błędów żywieniowych owocowały w wiele przykrych incydentów jak choćby wypadanie błony śluzowej odbytu - wszystko to opiszemy! :)
      Dziś, Młody jest gimnazjalistą. Wprowadzamy mu dopiero teraz bardzo powolutku gluten, ale bez szaleństwa. Na razie jest dobrze (odpukać) ale to zasługa tego, że bardzo długo był na diecie rygorystycznej bez nawet glutenowego okruszka! :)

      Usuń
  2. Mocne wejście ;-) Zapowiada się ciekawie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dalej będzie ciekawiej, choć... smutniej i bardziej boleśnie! :(
      Ale na szczęście wszystko za nami, teraz idziemy ku lepszemu, z wiedzą i z przepisami! :)
      Podzielić się wypada doświadczeniami aby wesprzeć inne mamy biezglutenków, prawda?

      Usuń
  3. Uczulenie związane z jedzeniem jest straszne! A szczególnie straszne musi byc u dziecka...

    Mam nadzieję, że wpadniecie również do mnie: SPIKED-SOUL.BLOGSPOT.COM i może zaobserwujecie :)
    Pozdrawiam i życzę miłego wieczoru!

    Elwira

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, nietolerancje są strasznie uciążliwe i trudne. Dopiero po latach można się z nimi pogodzić i... w sumie polubić! :)
      Oczywiście, że wpadniemy z wizytą - zostaniemy na dłużej i Ciebie również chcemy zapraszać częściej! :)

      Usuń
  4. jak można wprwoadzać gluten komuś, kto go nie toleruje? niby będzie wszystko ok, a potem nagle rak jelit

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz, na początku nie wiesz o nietolerancji - dziecko nie rodzi się przecież z etykietką. Kiedy już wiesz i dbasz o jego dietę, czasem jest tak, że zostawiasz swoje dziecko pod opieka kogoś, komu tłumaczysz po stokroć, co dziecku podać może a czego nie ma prawa, ale ta "opiekunka" (rodzina, znajomi, przedszkolanka), wie lepiej, bo przecież "nic się nie stanie". (Wiedza ograniczona i cholerny upór)... i tak da dziecku "truciznę" - dziecko nie zareaguje, bo: a) jest małe, b) chce to spróbować, c) skoro słyszy, że może tzn że może! Kolejna sprawa - lekarze. Jak słyszysz od kilku specjalistów, że spokojnie możesz zacząć maleńkimi kroczkami zacząć wprowadzać konkretny pokarm, to robisz to, bo nie chcesz ograniczać swojego dziecka, bo nie chcesz ocierać jego łez spowodowanych tym, że "inne dzieci mogą, a ja nie mogę, a ja nie wiem jak smakuje"... Ufasz lekarzom. Ufasz ludziom. I cierpisz razem z dzieckiem...

      Usuń
  5. no tylko Ty moja droga mogłaś zaatakować doktora :) Niestety ale lekarze powinni się uczyć od mam a nie mamy od lekarzy .Buziaki dla Wiktora <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O nie, nie. To była tylko i wyłącznie obrona! :) Atak należał do doktorka, który na swojej opinie się przejechał po całości... :)
      Lekarze często zapominają jaką przysięgę składali, niestety.

      Usuń
  6. Odpowiedzi
    1. Ostro Kochana, to się dopiero zaczęło robić, ale o tym innym razem! Grunt, że teraz i nietolerancja łagodnieje i my jakby utemperowane dzięki temu :))

      Usuń

Twoje zdanie jest mile widziane.
Pozdrawiamy,